WarCraft, czy to nowy początek dla ekranizacji gier?

Przed premierą filmu na serwisie RottenTomatoes zaczęły się pojawiać pierwsze recenzje, które równały nowe dzieło Duncana Jones’a z fatalnym Batman v Superman. Profesjonalni krytycy, psia mać! Nic się nie znajo. Jeśli chcecie się dowiedzieć czy WarCraft to wypał czy niewypał to zapraszam.

Powrót do przeszłości, czyli ekranizacje gier przed WarCraftem

Ekranizowanie gier to cholernie trudna sztuka. Do tej pory mieliśmy prawie same porażki w tym temacie – wymienię trzy, żebyście mieli pojęcie dlaczego były złe:

  • Hitman (2015) – film z grą miał wspólny tytuł i łysego protagonistę, a z cichego zabójcy zrobił Rambo 2.0.
  • Silent Hill: Revelations (2012) – Jon Snow nie wiedział, że zagra w tak słabym filmie, podobno jedynka była dobra, niestety kontynuacja jest historią, która kupy się nie trzyma.
  • Max Payne (2008) – Mark „Pinokio” Wahlberg wcielił się w rolę twardego nowojorskiego gliniarza po przejściach, który szuka zemsty na narkotykowej mafii; brzmi całkiem angażująco, prawda? Niestety zmiksowanie dwóch części gry w jedną i poplątana fabuła sprawiła, że kolejne ekranizacje gier odłożono wtedy na półkę.plakaty

Jak widzicie powyżej, twórcy WarCrafta nie mieli łatwego zadania. Problemem, który nękał ekranizacje gier był brak zrozumienia dla treści i materiału źródłowego. Oczywiście nie ma co się oszukiwać, że kilka filmów było udanych i odniosło umiarkowany sukces – Tomb Raider z Angeliną Jolie, Resident Evil z Milą Jovovic (ten nawet doczekał się 5. części, a 6. w drodze) czy Książę Persji, który ma kilku fanów. Niestety znakomita większość była nie tylko finansową, ale również artystyczną porażką. Zaznajomieni z rynkiem gier komputerowych z pewnością kojarzą niemieckiego reżysera Uwe Bolla, którego ekranizacje puszcza się niegrzecznym graczom przed snem. Niestety za krzywdę, którą wyrządził tytułom takim jak Dungeon Siege czy BloodRayne nie postawiono go przed sądem.

Do rzeczy, czyli dlaczego WarCraft nie jest filmem złym…

… a jest filmem całkiem dobrym.

Dlaczego? Jednym prostym zdaniem – jest to świetne widowisko fantasy, ze zjawiskowymi efektami specjalnymi i fabułą wprowadzającą laików w meandry fenomenu popkulturowego, jakim jest franczyza WarCraft. 

WarCraft jest nieco odmienny od widowisk, do których jest porównywany. To nie Władca Pierścieni – nie ma tu Frodo i jego wyprawy, to nie jest też Gra o Tron, gdzie intryga jest tak złożona, że w sumie nikt już nie pamięta jej początku. Tutaj osią filmu jest konflikt pomiędzy dwiema, na swój sposób dobrymi stronami.

Orki uciekają ze swojego rozpadającego się świata, Draenoru, do zamieszkałego przez ludzi Azeroth. Ludzie oczywiście bronią swojego domu przed inwazją obcej rasy.

vind_maraad_BC_cinematic

Patrząc na powyższy opis, można odnieść wrażenie, że to fabuła jakiegoś filmu sci-fi, a nie fantasy. WarCraft wymyka się trochę schematom – bohaterów, których losy śledzimy, jest co najmniej kilku po obu stronach konfliktu. Mamy Lothara, dowódcę wojsk Przymierza, króla Llane’a, Khadgara, maga, który porzucił szkolenie na rzecz tułaczki, Garonę, pół orczycę i pół draenei, która próbuje znaleźć swoje miejsce w konflikcie, orczego przywódcę, Durotana ze swoją żoną Draką i świeżo narodzonym synem oraz maga Medivha.

Historia wspomnianego wcześniej konfliktu pomiędzy Ludźmi i Orkami nie jest oryginalna czy niesamowicie porywająca. Dla mnie to historia z rodzaju Kapitan Ameryka. Pierwsze starcie. Wstęp do właściwej, epickiej opowieści, który trzeba było opowiedzieć, bo bez tego wprowadzenia większość osób nie miałaby pojęcia, co się dzieje. Patrząc na to z tej perspektywy, mam wrażenie, że WarCraft zdecydowanie lepiej sprawdziłby się w serialowej formie (niestety budżet takiego przedsięwzięcia byłby pewnie astronomiczny).

wm0

Wielu ludzi mówi o chaosie fabularnym, z mojej perspektywy jednak cała historia jest zręcznie złożona, a poruszanie się pomiędzy poszczególnymi wątkami wychodzi sprawnie i bez problemów. Jasne – nowi widzowie pewnie będą się zastanawiali, co to za fantastyczne lokacje, które zmieniają się jak w kalejdoskopie, a które gracze znają doskonale i pewnie w wyobraźni porównują z komputerowymi pierwowzorami.  Jednak moim zdaniem nie różni się to niczym od każdego innego filmu fantasy, gdzie mamy „Losową fantastyczną lokację nr 2345”, do której zmierzają bohaterowie lub w której dzieje się właśnie jakaś ważka akcja. Ważne w całym tym wywodzie jest to, że przedstawiona historia jest, poza małymi szczegółami, wierna pierwowzorowi! Nie ma żadnych wyjątkowych zmian kanonu itp. Oczywiście zobaczymy, co stanie się z tą historią dalej. Muszę jednak uprzedzić wszystkie osoby, które są wrażliwe na wykorzystywanie wszelakich filmowych klisz. Podczas oglądania było czuć, że nadchodzą i dostawaliśmy je już lekko ostygnięte. Co nie zmienia faktu, że film był emocjonujący i oglądałem go bez uczucia zażenowania, a momentami z lekką ekscytacją. (Polecam!)

Ciężko też w tym momencie nie wspomnieć o wspaniałej muzyce Ramin Djawadi, która doskonale budowała klimat. Twórca charakterystycznej czołówki do Gry o Tron i muzyki do Pacific Rim doskonale poradził sobie w tym temacie.

PS. Naprawdę jestem ciekaw wrażeń osób, które nie znają marki.

maxresdefault

Aktorzy – dobrzy, źli i komputerowi

Chciałem tutaj rzucić kilka ochłapów na temat serialowego aktorstwa (większość ekipy to aktorzy wyjęci z seriali), o tym, że wg wielu Lothar to Ragnar (z Wikingów, których wciąż nie widziałem i chyba trzeba nadrobić), król Llane w wykonaniu Dominica Coopera powinien mieć raczej na imię Llame, a Ben Foster grający Medivha mógłby odstawić trawę na czas kręcenia filmu. Rzuciłem.

Ludzka obsada cierpi na tym, że jest dobra, ale niestety serialowa. Ciężko powiedzieć, czy to ręka Duncana Jones’a jest przyczyną czy może talenty aktorskie, które telewizyjne gwiazdki wciąż powinny polerować i rozwijać. Błyszczy za to orcza obsada. Ciężko mi powiedzieć, jaka w tym zasługa samych aktorów, a ile dorzucili od siebie spece od efektów specjalnych, jednak niezaprzeczalnie każdy z orków pokazał się z dobrej strony. Czy to obserwując poczynania honorowego Durotana czy spaczonego Gul’Dana, można uwierzyć, że te postaci w jakiś sposób żyją. A jeśli już przy orkach jesteśmy…

i1ghloi2ksbclgd8m4rl

Efektowna bajka

Animacja komputerowa w tym roku weszła na kompletnie nowy poziom. Najpierw mogliśmy to obserwować w Księdze Dżungli, która jest najładniejszą komputerową animacją, jaka do tej pory powstała, a teraz mamy okazje oglądać efekty pracy Industrial Light and Magic nad najbardziej dochodową marką Blizzarda. Motion Capture zostało wyniesione na kompletnie nowy poziom w tej produkcji. Emocje orków na twarzy, ruchy mięśni, włosy orków czy wargów to coś wspaniałego czego do tej pory nie widziałem w żadnym filmie. No jaram się, bo wyglądało to pięknie. Ciekaw jestem tylko jak się zestarzeje i jak będziemy na to spoglądać za 10. lat ( o ile ktoś jeszcze wtedy będzie pamiętał o filmie Warcraft) – Gwiezdne Wojny I Mroczne Widmo wyglądają teraz… słabo. Co zaskakujące jakieś 40% efektów zostało zrobione praktycznie, a później nałożono na nie wszelkie filtry. Mad Maxa pod tym względem nic nie przebije, ale i tak Podziw!

Jeszcze jedno – sceny batalistyczne można opisać kilkoma przymiotnikami. Niesamowite. Żywe. Brutalne. Dynamiczne. Uczta dla oczu, a i choreografia walk jest kozacka (tutaj też kudos dla ekipy ILM – co prawda lecący koń do najnaturalniejszych widoków nie należy, jednak fajnie wygląda).

wall1-1440x900

Sekcja dla fanów

Nie oszukujmy się, ale widać tutaj ewidentnie, że sam Blizzard czuwał nad tym, żeby film został zrobiony wg. ich wytycznych. Dzięki temu historia trzyma się pierwowzoru odbiegając w naprawdę niewielu elementach historii, co stoi w opozycji do dotychczasowych produkcji, które zazwyczaj czerpały kilka elementów tworząc nową historię i adaptując jedynie materiał źródłowy.

Poruszamy się po Azeroth, Stormwind (aka Wichrogród) wygląda jak ten z gier, karczma w Elvynn Forest (Knieja Elvynna) – Lion’s Pride Inn, została odwzorowana w najmniejszych detalach, co jest cudownym ukłonem w stronę graczy. Mamy cameo Murloc’ów, wielu graczy dopatrzyło się charakterystycznych wodzów orczej Hordy. Wszystko to do kupy daje bardzo pozytywne wrażenie i chociaż słyszałem sceptyczne głosy, to ja miałem ochotę po seansie wrócić do World of Warcraft, które zostawiłem w 2009 roku.

Czy WarCraft to klapa?

Odpowiem krótko – zdecydowanie nie. Szczerze mówiąc nie widzę możliwości, by ten materiał był lepszy. Jasne, można by lepiej wybrać Medivha, rozciągnąć film i trochę rozbudować relacje bohaterów i ich charakter – to są rzeczy, które dałyby nawet 2 oczka do oceny filmu. Nie zmienia to faktu, że z seansu wyszedłem zadowolony. Film nie zachwyca, ale jest na tyle dobry, że z czystym serce mogę komuś polecić wycieczkę do kina i przekonanie się na własnej skórze czy twórcy poradzili sobie w tym trudnym starciu z widzami.

Wyniki BoxOffice nie zachwycają w USA, ale Chińczycy zagłosowali portfelami – oni chcą kontynuację, ja z miłą chęcią również ją zobaczę.

A tutaj zobaczycie sobie jak odwzorowano karczmę z filmu: