Rewolucja Fracuska oczyma Asasyna

Vive la Revolution! Vive le Nation! Vive le Roi! Chciałoby się rzec po tym, jak Ubisoft wreszcie zdecydował się przenieść zmagania Asasynów i Templariuszy na swój rodzimy grunt, do Paryża w burzliwym okresie Francuskiej Rewolucji. Kto by pomyślał, że również wokół gry rozpęta się burza.

asJak jednoczyć, jak dzielić

Unity reklamowało się pod hasłem „Jedność”, niestety do tej jedności grze daleko. Miało być różowo – nowy, ulepszony system walki niepolegający jedynie na click-to-kill, zdefiniowany na nowo parkour, możliwość wykonania zabójstw celów na kilka możliwych sposobów, nowy silnik graficzny i do tego fantastyczny tryb kooperacji – normalnie żyć, nie umierać! Więc co poszło nie tak?

Ile rzeczy może nie wyjść w jednej grze?

Może tytułem wstępu. Motywem przewodnim serii w częściach I–III była ewolucja Desmonda od barmana, porwanego przez złowrogi koncern Abstergo (żeby znaleźć w jego wspominaniach lokalizację tajemniczych artefaktów), do prawdziwego Asasyna. Chłopak szukając rozwiązania problemu z flarą słoneczną zagrażającą Ziemi w 2012 roku przeżywał wspomnienia swoich przodków – Altaira, Ezio i Connora. Wątek ten został w jakiś sposób zakończony i otworzyły się nowe drzwi w historii konfliktu Asasynów i Templariuszy. W Assasin’s Creed IV Black Flag oraz Rogue pojawił się wątek Abstergo Entertainment, gdzie można było powłóczyć się po biurze firmy, a w tle przewijały się poszukiwania artefaktów Prekursorów (aka Tych, Którzy Byli Przed Nami), czyli Fragmentów Edenu. Praca w korporacji nie należy do najciekawszych, ale uważam, że wprowadzenie tego wątku było odświeżające i nowy pracownik Abstergo mógł stać się kolejnym protagonistą (niestety słuch po nim zaginął). Ciekawie było stanąć po drugiej stronie konfliktu i patrzeć chociaż na część tej rzeczywistości oczami templariuszy. Do tego doszły takie smaczki jak powiązania z Watch_dogs czy ukryte pliki oceniające przydatność poszczególnych Asasynów w kwestii użyteczności dla indoktrynacji społeczeństwa.

Niestety nie wszystkim pomysł przypadł do gustu. Co w takim razie zrobiono? Zredukowano wątek współczesny do kilku nędznych przerywników. Dla wielu to zaleta, jednak nie ma się co oszukiwać, że tym, co napędzało poprzednie Asasyny, był wątek teraźniejszy – bez niego przygody kolejnych Asasynów tracą sens. Najnowsze gry nie pokazały nam nic ciekawego w kwestii fabularnej – ani nie dostaliśmy rozwinięcia wątku Desmonda, ani nie wiemy, co dalej będzie się działo z serią… Teraz UbiSoft ogarnął, że do ludzi nie trafia masowa produkcja gier, które różnią się jedynie okresami historycznymi i postanowił zrobić roczną przerwę. Zobaczymy, czy coś się w tym temacie zmieni.

as2

Po lewej Arno w stroju Ezia, po prawej Ezio we własnej osobie z Assasin’s Creed Brotherhood

„Arno” znaczy „prawie Ezio”. Prawie

Ludzie nie przepadali za Connorem ze względu na jego ogładę świeżo ociosanego bloku granitu (pomińmy nędzę fabularną Assasin’s Creed III i oparcie fabuły o zabijanie kolejnych Templariuszy, których portrety wiszą w piwnicy). Ludzie pokochali Ezia – charyzmatycznego, dowcipnego Włocha, który podbił serca graczy na całym świecie. Logicznie byłoby stworzyć kolejnego bohatera na jego wzór i podobieństwo z jedną drobną zmianą – narodowości francuskiej. Oczywiście wątek zemsty za śmierć rodziny warto byłoby zastąpić czymś bardziej oryginalnym, bo ile można się mścić. Coś jednak poszło nie tak… Arno wygląda jak francuski Ezio, charyzmę jednak ma Connora, a inteligencję ziemniaka.

Wychowali cię Templariusze? Twoja przybrana siostra, którą kochasz, jest Templariuszką? Po tacie został ci zegarek i okazuje się, że był Asasynem? Oczywistym wyborem będzie przyłączenie się do sekty Asasynów!

W sumie problem tego, jakim Arno jest bohaterem, zazębia się z ubożyzną fabularną i tego, jak zmarnowano rewelacyjny okres historyczny, jakim jest Rewolucja Francuska. Wiecie, co jest najciekawszą rzeczą, jaką można robić podczas Rewolucji? Nie jest to zmiana losów świata, poprzez opowiadanie się po stronie żyrondystów czy jakobinów, wspomaganie Robespierra albo umożliwienie ucieczki królowi, wyniesienie Napoleona do władzy. Nawet ciasta dla Marii Antoniny nie można upiec. Nie, najważniejszą rzeczą dla naszego protagonisty jest pomoc w zemście za śmierć ojca Elise (przybrana siostra, templariuszka), templariusza. Czy ma to sens? Nie będę udzielał odpowiedzi wprost, ale można wydedukować z tonu. Fabuła traktuje historyczne zaplecze po macoszemu, nie da się podczas gry odczuć całego tego napięcia związanego z Rewolucją – ot, ludzie się spotykają, Templariusze knują, Asasyni się nie mieszają. Lud cierpi, Arno szuka zabójcy prawie-taty-prawie-teścia, przy okazji eliminując kilku ciemiężców. Można odnieść wrażenie, że ktoś zapomniał o tym, że w grach liczy się również scenariusz poza otwartym światem. Oczywiście wepchnięto wątki i postaci historyczne. Zaczyna się grubo, bo od Stanów Generalnych, później zdobycie Bastylii, które tak naprawdę spędzamy w więzieniu, później pojawia się Markiz de Sade, wciśnięto na siłę Napoleona, nie obeszło się też bez ścięcia Ludwika XVI… Tylko temu wszystkiemu brakuje kontekstu, brakuje Wielkiej Trwogi, Wielkiego Terroru – pokazania, czym naprawdę była Rewolucja, zarówno od strony ludu, jak i szlachty. Zmarnować tak wielką szansę to grzech.

Jeśli już przy tej nieszczęsnej fabule jesteśmy, to warto poruszyć temat, że dużo ważnych wydarzeń, które dotyczą Rewolucji Francuskiej zostało wrzucone do Trybu Współpracy – marsz na barykady, ochrona Napoleona, umożliwienie ucieczki Jakobinom, eliminacja austriackich szpiegów. Tam zresztą poznajemy ciekawe postacie jak Théroigne de Méricourt (jej udział w wydarzeniach z tych misji to jednak inna sprawa), Thomasa-Alexandra Dumasa (ojciec tego Dumasa) czy Didiera Patona. Szkoda, że nie wpleciono tych wszystkich ciekawych wydarzeń w główny wątek fabularny gry.

Prawie jak Romeo i Julia

Wspomniałem już o Elise, towarzyszce Arno, do której pała uczuciem. Wątek zakazanego romansu pomiędzy Asasynem a Templariuszką dawał mnóstwo możliwości! Te różnice światopoglądowe, pytania o zasadność konfliktu, przekonywanie do swoich racji – tyle potencjału. Nic nie wykorzystano, nawet linijka dialogu nie porusza tych witalnych kwestii. Już pomijając ten fakt, wątek ten dzieje się kompletnie poza ekranem. Na początku historii scenarzyści rzucają nam w twarz pocałunkiem, później Elise pojawia się i znika, jak chce, a wątek romantyczny nie jest w żaden sposób rozwijany. Ba! Nie ma on kompletnie żadnego znaczenia dla fabuły i równie dobrze Arno mógłby pomagać Elise mścić ojca, bo się z nią wychował. Romans, który miał ogromny potencjał, ostatecznie został dorzucony chyba wyłącznie w celach marketingowych.

It’s a me, Mario! (akcenty)

Dość już tego narzekania na fabularne mielizny. Jest jednak jeszcze jedna rzecz, która dotyka warstwy całej gry. W ACI i ACII w wielu dialogach mieliśmy obcojęzyczne (odpowiednio arabskie i włoskie) wtrącenia oraz ogólnie specyficzne akcenty, które doskonale oddawały nastrój  danego kraju. Wszystko wynikało z niedoskonałości systemu, w którym przeżywaliśmy wspomnienia – Animusa. Wraz z udostępnieniem nowej wersji Animusa, która w najnowszej części zwie się Helix, ten problem jak widać został wyeliminowany, a tym samym zostaliśmy pozbawieni bardzo przyjemnego aspektu rozgrywki, jakim był specyficzny sposób wymowy aktorów, nawiązujący do kraju, w którym toczyła się akcja. Oczywiście – można powiedzieć, że ten zabieg był już nieobecny w ACIII, jednak tamto miało akcję na terenie Stanów Zjednoczonych, a w Black Flag poruszaliśmy się pośród anglosaskich piratów. Tak więc w Unity nie doświadczymy budujących klimat francuskich akcentów, jak to było u Ezio i Mario. Co prawda można zmienić język dialogów na francuski (co uczyniłem) i poprawia to immersję gry o jakieś milion procent, problem jednak zaczyna się w momencie, kiedy podczas przerywnika filmowego chcesz obrócić głowę – no nie da się, bo ci dialog umknie.

Bractwo z prawdziwego zdarzenia

To może teraz jakiś plusik? Wreszcie w serii mamy do czynienia z Bractwem z prawdziwego zdarzenia. Inicjacja Arno to bardzo fajny segment, aż do momentu, gdzie pojawiają się narkotyczne wizje, a później okazuje się, że Arno potrafi zajrzeć we wspomnienia zabitych osób. Tego jeszcze nie grali. Panie i panowie, mamy zwycięzcę absurdu roku! W ACI Altair słuchał wyznań swoich ofiar „na łożu śmierci”, tutaj zaś mamy do czynienia z migawkami ze wspomnieniami mordowanych osób. Ta-da! Nie wiem kto wpadł na tak rewelacyjny pomysł, ale abstrakcja Assasin’s Creed osiągnęła w tym miejscu apogeum. Wracając jednak do Bractwa – gra ukazała nam struktury z prawdziwego zdarzenia. Rada osądza działania bohatera i kieruje jego poczynaniami, oczywiście do czasu, ponieważ pojawia się wątek konfliktu wewnątrz Bractwa, który zajmuje cenny czas, który mógł zostać poświęcony rewolucji. Oczywiście motyw bractwa i rady zmarnowany. (Starałem się z tym plusikiem.)

as3

Le Animus est mort, vive le Helix!

Wraz z pojawieniem się na rynku Unity, system Animus z gry przechodzi do lamusa na rzecz Helixa. Oczywiście dla gracza jest to kosmetyczna poprawka – zmiana nazwy i logo, miała ona chyba symbolizować przejście ze starego silnika graficznego Anvil na jego nową wersję. Sam Helix jest intrygujący o tyle, że gra zaczyna się od powyższego menu, gdzie teoretycznie mamy do wyboru aż dwanaście różnych okresów historycznych. Osiem z powyższych obrazków nawiązuje do postaci Asasynów, których historię już poznaliśmy, „Tragedia Jacquesa de Moley” jest prologiem Unity, a rząd na samym dole to radosna twórczość grafików, która kiedyś pewnie zostanie wykorzystana jeśli nie w grach, to pewnie w komiksach.

Co oznacza dla nas, graczy, Helix? Kolejne wpisy w encyklopedii opatrzone suchymi komentarzami Shauna, możliwość wyposażenia Arno w różnoraką broń, którą można zakupić za walutę w grze lub mikropłatności, możliwość zmiany koloru stroju naszego dzielnego Asasyna, jeśli tylko znajdziemy pierdyliard kokardek, możliwość rozwijania umiejętności Arno, możliwość… a nie, to tyle, jeśli chodzi o możliwości. Szału nie ma…

A nie! Czekajcie! Okazuje się, że w Helixie pojawiają się błędy i nasz dzielny Asasyn musi przeskakiwać między serwerami. Ten sprytny zabieg pozwolił twórcom zaserwować nam wycieczkę do średniowiecza, Belle Epoque oraz skok na Wieżę Eifella podczas II Wojny Światowej.

Być w Paryżu i nie zobaczyć Wieży Eifella to jak…

Jak wspomniałem akapit wyżej, słynną Wieżę wciśnięto do produkcji (kudos za pomysł!). Twórcom należy się szacunek za wierność odwzorowania architektury Paryża z tamtego okresu i to, jak rozpoznawalne są wszystkie obecne budynki. W wywiadach przed premierą twórcy chwalili się, że słynna Katedra Notre Dame była konstruowana przez jedną osobę niemal dwa lata! Oczywiście nie jest to odwzorowanie 1:1, jednak dbałość o szczegóły jest powalająca.

as4

Mnóstwo contentu

Dobra, kończymy, bo strasznie dużo tutaj narzekania, a Unity to nie taka zła gra. Wiecie, ile w tej grze jest rzeczy do zrobienia?! Lista poniżej:

– 12 sekwencji pamięci, na które składa się 33 misje!

– 10 misji w trybie kooperacji pozwalających brać udział w różnorodnych wydarzeniach historycznych z okresu Rewolucji!

– 6 misji rabunkowych!

– 52 misje poboczne, krótkie questy z nieraz całkiem ciekawą historią!

– 6 misji Cafe Theatre + 20 misji z klubów, które remontujemy, czyli jak powiększyć dochody kryjówki!

– 24 misji aplikacji towarzyszącej (idź-zabij, idź-obroń, idź-ukradnij)… meh

– 15 nierozwiązanych morderstw!

– 18 zagadek Nostradamusa!

– Darmowe DLC Dead Kings! (w ramach pokuty za błędy)

Jak widać, jest tego od zatrzęsienia, jest tego tyle, że grać się odechciewa. Godne podziwu jest to, ile twórcy przygotowali materiału. Niestety po dłuższym czasie obcowania odczuwalna jest nuda, a człowieka szlag trafia, gdy szuka 2547 skrzynki do otworzenia oraz 17882 kotylion, która daje jedynie możliwość zmiany koloru stroju na seledynowy…

Właśnie z tym jest problem w tej grze, że nie nagradza. Wiecie, co dostajemy za rozwiązanie wszystkich osiemnaście zagadek Nostradamusa? Zagadek, które zmusiły mnie do biegania po całym Paryżu? Strój! Nie najlepszą zbroję w grze, jak w Assassin’s Creed, nie – strój, który nic szczególnego nie daje. Ech… tyle zmarnowanego czasu.

Pomimo, że w grze jest taka mnogość zadań, deweloperzy nie wpadli na to, żeby wprowadzić do gry system questów, co w skrócie oznacza, że naraz można mieć tylko jedno aktywne zadanie. Totalna porażka i sztuczne przedłużanie gameplayu. Rozumiem ideę, że każdy quest to oddzielne wspomnienie, ale te wszystkie koncepty i tak dawno już zostały naciągnięte, więc nie rozumiem, dlaczego by nie zrobić z tego czegoś, co sprawiałoby więcej przyjemności.

To, o czym należy jeszcze wspomnieć, to na pewno misje, gdzie rozwiązujemy tajemnicze morderstwa dla Vidoqua, który jak z lekcji historii wiadomo, położył podwaliny pod to, co dzisiaj znamy jako kryminalistyka. Proste zagadki kryminalne są bardzo przyjemnym dodatkiem do gry, z jednym tylko mankamentem – w momencie znajdowania kolejnych tropów, w miejscu opisu pokazują się komunikaty z gry, które znikają po kilku sekundach. Jest to bardzo, ale to bardzo irytujący mankament (zdaje się jak cała gra).

as5

Niech żyje Asasyn?

Podsumowując, Assassin’s Creed Unity to gra dobra, niestety ma niesamowitą ilość mankamentów, które potrafią skutecznie zniechęcić do gry. Dla fanów jest to wciąż pozycja, z którą warto się zapoznać. Dla niedzielnych graczy zaś będą do stracone pieniądze – lepiej zainwestować w Black Flag i pobawić się w pirata.