Nie mam zielonego pojęcia skąd wzięła się moja fascynacja Japonią i anime. Pamiętam jednak, że pierwszą poważną japońską produkcją, którą zobaczyłem, było słynne Ghost in the Shell. Późną nocą tato przyniósł od kolegi z pracy piracką wersję tego majstersztyku. Co prawda jakość ssała, a całość wyglądała, jakby była kręcona wiadrem, ale kto się przejmował takimi rzeczami 15 lat temu.