Świat potrzebuje bohaterów, czyli Overwatch nadeszło!

Twórcy WarCrafta, StarCrafta i Diablo prezentują nową markę. Na Overwatch czekaliśmy 18 lat, czy było warto?

Czym jest Overwatch? 

Gatunkowo? Najprościej można ją opisać, jako połączenie MOBA (Multiplayer Online Battle Arena) i FPS-a, tylko z lekkim twistem. Gra czerpie z modelu MOBA bohaterów o różnorodnych umiejętnościach oferując jednak ciekawsze mapy i oparte typowo o FPS-owe założenia tryby gry.

Fabularnie? Ze względu na charakter gry podczas samej rozgrywki nie ma ekspozycji samej historii. Żeby zagłębić się w nowy wspaniały świat trzeba sięgnąć po inne źródła – krótkie filmy animowane, które dorównują, a może i nawet przewyższają kinowe animacje, filmiki wprowadzające postaci i na dokładkę komiksy. To wszystko składa się na wspaniały, żywy świat, który tylko czeka na to by zostać rozwiniętym i ukazanym w kolejnych mediach.

W obliczu globalnego konfliktu bohaterowie z różnych zakątków świata połączyli siły, aby przywrócić pokój w rozdartym wojną świecie. Tak oto powstała międzynarodowa grupa do zadań specjalnych: Overwatch.

Premierowo w stolicy

W stolicy premierę gry można było „celebrować” na dwa sposoby

  1. Skoczyć do Multikina w Złotych Tarasach i dostać ekskluzywny i limitowany swag. Tym swagiem okazał się być plastikowy kubeczek z Tracer, z którego można sączyć sobie soczek (lub piwo?). Sam pokaz można podsumować jednym słowem – rozczarowujący.
  2. Zrobić wycieczkę do Arkadii, gdzie można było spotkać dwie osoby ze sceny polskiego e sportu (nie znam ludzi) – takie gadające głowy o Overwatch.

Wybrałem się na oba ze względu na to, że „seans” w Multikinie skończył się dosyć szybko. Niestety w EMPiKu też nie poszaleli. Dodatkowym „atutem” premiery była możliwość otrzymania jednego z 4. gadżetów (koszulka, moneta, tyci figurka Winstona oraz plakat). W wielkim skrócie oba „wydarzenia” były niewarte fatygi!

Droga długą jestFile:Numbani.png

Droga do powstania Overwatch nie była usłana różami. Gra zrodziła się na zgliszczach Projektu Titan, któremu Blizzard poświęcił 10 lat swojej pracy, po czym wyrzucił grę do
kosza ze względu na zbyt ambitne podejście do tematu. Ktoś jednak był na tyle ogarnięty, że postanowił wykorzystać lata pracy i przekuć je na nowy produkt.

Twórcy zamiast kreować kolejny nowy świat postanowili wziąć na warsztat nasz własny. Jak wspomnieli w wywiadach chcieli żeby to był świat pełen nadziei, taki, w którym sami chcieliby żyć i za który warto byłoby walczyć. Akcja dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości gdzie AI się zbuntowało (każdy wie, że Skynet w końcu powstanie). Tutaj jednak roboty nie wygrały, a Overwatch powołane by uchronić ludzkość przed zagładą doprowadziło do pokoju pomiędzy ludźmi, a Omnikami. Overwatch próbuje podejść w nowy sposób do tematu koegzystencji ludzi i robotów – w grze zobaczymy lokacje m.in. w Londynie, gdzie Omnicy są prześladowani i nie mają żadnych praw, czy Numbani, gdzie wręcz odwrotnie – dzięki współpracy Omników i ludzi rozkwitło utopijne miasto gdzie oba „gatunki” żyją w zgodzie.

Rezultaty

Ciężka praca popłaca. Wg infografik twórców w betę Overwatch, która miała miejsce na początku miesiąca zagrało prawie 9.7 mln osób i poświęciło na grę 4.6 miliarda minut (średnio 7.9 h na osobę). Dla zobrazowania tego fenomenu wystarczy porównać testy z dużą premierą z zeszłego roku – Star Wars Battlefront. W tamtych testach wzięło udział 9.5 mln osób, ale spędziło w grze jedynie 1.6 miliarda minut (co daje średnio jedynie 2.8 h na osobę). Robi wrażenie prawdą?

Kompletnie się im wszystkim nie dziwię. Gra pomimo swojej prostej konstrukcji oferuje wyjątkowy rodzaj rozgrywki. Liczy się tutaj kooperacja, dobór zespołu i dynamiczne zmiany postaci podczas meczu. Wszystkie 21 postaci ma swoją wyjątkową osobowość, każdą gra się inaczej i posiada specjalne zdolności, które diametralnie zmieniają rozgrywkę. Na 12 kompletnie odmiennych mapach możemy podziwiać widoki, poznawać strzępy fabuły (fani doszukali się tajemniczego bohatera o kryptonimie Sombra, którego wprowadzenia do gry oczekują) no i ostatecznie ścierać się w 12-osobowych meczach w 4 różnych trybach.

Nie będę mówił, że jest to coś nowego, czy rewolucyjnego – zdecydowanie nie. To znana formuła wykorzystywana już w innych grach. To, co jest jednak wyjątkowego w Overwatch to zespół, który za tym stoi. Ci ludzie są pełni pasji i dzielą się nią z nami poprzez gry. To po prostu czuć w tej grze, dlatego jeśli kiedykolwiek będzie jeszcze darmowy weekend w grze to gorąco ją polecam przetestować!