LEGO Batman Film nie powinien powstać…

… w takiej formie w jakiej pojawił się w kinach. LEGO Przygoda, czyli The LEGO Movie był niesamowicie świeżym i oryginalnym filmem. Jedną z postaci, którą wszyscy pokochali był Batman. Oczywiście z LEGO. Nic więc dziwnego, że niedługo po premierze zapowiedziano solowy film z jego udziałem.

Zacznijmy od tego dlaczego LEGO Przygoda było tak dobrym filmem. Scenarzyści zwyczajnie wzięli znane wszystkim klocki i zaczęli się nimi bawić. Tyle! Pretekstowa fabuła o wybrańcu i Klocku Oporu bazowała na całej gamie barwnych postaci – Emmecie, Gliniarzu, tej lasce, której imienia nie pamiętam, klockowym Morganie Freemanie-czarodzieju, słodkim Kicirożku, czy w końcu złowrogim Lordzie Biznesie. Dodatkowo istnienie całego świata zostało oparte o istnienie Architektów, czyli postaci, które w locie, z otoczenia potrafią budować nowe rzeczy z klocków. No rewelka! Bardzo równo prowadzona akcja, dawka całkiem inteligentnego humoru, zarówno dla dzieci jak i dorosłych, no i dekonstrukcja klisz i stereotypów. Ciężko było się nie zachwycić filmem. Skoro już ustaliliśmy, że LEGO Przygoda było rewelacyjne, przejdźmy do dania głównego – The LEGO Batman Movie.

Taki był Batman w The LEGO Movie

Na-na-na-na-na-na-na-na Batman!

LEGO Batman zapowiadał się jako satyra na niemal 80 lat komiksowej i filmowej historii bohatera. Humor oparty jest więc nie tylko na samej postaci Batmana, ale na wszystkich przytykach, które fani i antyfani kierują pod adresem gacka. Właściwie cała fabuła opiera się na jednej z kluczowych tez postawionych przez komiksologów (tak, wymysliłem to) – Joker jest największym wrogiem Batmana. Gacek jednak ma na ten temat inne zdanie, więc klaun postanawia mu udowodnić, że nie ma racji. Do tego Jim Gordon ustępuje z funkcji komisarza GCPD na rzecz swojej córki Barbary, w której Bruce Wayne natychmiastowo się zadurza, a przy okazji przypadkowo adoptuje sierotę – Dicka Graysona.

Taaaaak… Fabuła jest równie pretekstowa co w The LEGO Movie jednak tutaj to wszystko zwyczajnie nie współgra ze sobą tak dobrze. Tam była akcja, niespodziewane zwroty – ogólnie nie mieliśmy pojęcia jak to się rozwinie. Tutaj od przedstawienia postaci wiemy w jakie tony uderza film, jakie emocje wykorzysta do pchania fabuły dalej i jego familijne przesłanie odbiera sporą doze rozrywki. Wiecie, głupio się obserwuje Batmana, który robi wszystkim na przekór bez żadnego logicznego powodu. Niestety Gacek, którego tutaj poznajemy nie jest tym dowcipnym cwaniakiem, który kradnie hipernapęd z Sokoła Millennium – tutaj jest zadufanym w sobie dupkiem, którego definiującymi cechami są: bycie sierotą i samotnym zdziecinniałym milionerem. LEGO Batman nie przyzna nikomu racji, mieszka na wyspie i na każdym możliwym kroku będzie nam dane zobaczyć, że jest SAM jak palec. Nawet bohaterowie z Ligi Sprawiedliwości mają go gdzieś. To nie jest bohater, z którym sympatyzujemy – jest wręcz odpychający.

Batman sam jak palec

Mam z tym całym obrazem spory problem. To co działało przez kilkanaście minut na ekranie w poprzednim filmie z LEGO wypada bardzo pretensjonalnie podczas dwugodzinnego filmu. Wszystko zresztą sprowadza się do dowcipkowania z Batmana i jego przywar. Niestety Robin, Alfred czy Barbara Gordon też filmu nie ratują, bo mają mało czasu ekranowego. Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że zostali wprowadzeni do filmu jedynie jako comic-relief i narzędzia fabularne, niż jako pełnoprawne postaci. Już Joker wykazuje się tutaj większą, bardziej samoświadomą rolą.

Zabójczy żart

Ta sekcja odnosi się do wersji z dubbingiem; wrażenia po seansie wersji oryginalnej na dole!

Dowcipem jesteśmy atakowaniu już w momencie kiedy zaczynają wjeżdżać napisy początkowe. Zabieg podobny do tego z Deadpoola chociaż w odmiennym stylu. Od tego momentu jesteśmy non-stop bombardowani kolejnymi żartami. Miałem wrażenie jakby ktoś kto poprawiał scenariusz (za który jest odpowiedzialnych aż 5 osób, co w sumie trochę tłumaczy ten chaos) chciał wycisnąć z każdego zdania, z każdej sceny coś śmiesznego i zabawnego. Prowadzi to do tego, że każda poważniejsza scena, jakiś przestój w akcji, jest nie tyle nużący, co ma rozczarowujące rozwiązanie w postaci kolejnego żarciku.

Oczywiście nie powiem, że się nie śmiałem – w filmie jest kupa rewelacyjnego humoru. Pod koniec seansu odczuwałem jednak zwyczajnie przesyt i miałem dość tego filmu, a chyba nie o to chodzi, prawda? Zresztą dzieci na sali kinowej też jakoś nie były zachwycone i zdaje się, że film będzie bardziej trafiał do starszej widowni niż młodszej ze swoim typem humoru.

Śmiechom nie było końca

LEGO Nieprzygoda

To co zawodzi w LEGO Batman to brak tej samoświadomości, którą miała LEGO Przygoda. przez większą część seansu mamy do czynienia z Gackiem i jego super wrogami (twórcy wyciągnęli z komiksowych annałów takich zapomnianych bohaterów jak Człowiek Gumka czy Człowiek Latawiec), więc pozostaje niewiele czasu na to, żeby się od tego zdystansować i wyjść poza ramy Gotham, czy kina superbohaterskiego. W dodatku poza wstępem do filmu i kilku scenach, gdzie Batman coś buduje, postacie raczej nie mają świadomości, że żyją w klockowym świecie. Nie wiem jak dla innych, ale dla mnie to był właśnie najlepszy element oryginału – ta między-wymiarowość  Rozwiązanie filmu, próbuje grać właśnie na podobnym schemacie co LEGO Przygoda, wprowadzając elementy spoza uniwersum komiksowego, jednak jest to zdecydowanie odległe od tego, co doświadczyliśmy w poprzedniku. Mimo wszystko uważam, że jest to najlepszy element filmu i bardzo spodobała mi się taka zmiana kierunku akcji.

I`m BATMAN… not

Batman Beyond

Batman był rewelacyjnym gagiem w pierwszym filmie, jednak nie był w stanie pociągnąć niemal dwugodzinnego filmu na tym samym poziomie. Jedno trzeba animacji przyznać – jest przezabawna i pięknie animowana (co prawda The LEGO Movie wyglądało dla mnie bardziej naturalnie, ale to pewnie subiektywne odczucia). Mimo to potrafi się diabelnie ciągnąc, a fabularnie stoi bardziej na poziomie filmu, który powinien trafić prosto na DVD, a nie do kin. Poza tym – zwyczajnie nie jest to Batman, na którego ja czekałem. Batman nie jest samotnym dupkiem jedzącym homara w swoim bat-kajaku, czy jakimś emo-leszczem. Batman to najlepszy bohater na świecie, którym każdy chciałby zostać (tylko bez zabijania rodziców) – dlaczego to tak miernie wykorzystano?

Z tym pytaniem zostawiam was – idźcie i oglądajcie film. Mimo mojego narzekania warto go zobaczyć. Śmieszny jest.

Wersja z dubbingiem vs. wersja z napisami

Dla porównania postanowiłem się wybrać na wersję z napisami. Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że w angielskiej wersji umieszczono zdecydowanie mniej humoru w dialogach. Ktoś kto był odpowiedzialny za tłumaczenie całego filmu pojechał zdecydowanie po bandzie. Wielokrotnie wspominałem polskie tłumaczenie podczas angielskiego seansu i często sens zdań był zmieniony tylko i wyłącznie po to, by dorzucić jakiś śmieszny, hehe, żarcik. Zrozumiałe jest, że nie wszystkie żarty są przetłumaczalne, ale dorzucanie śmiesznostek nawet tam gdzie ich nie ma rozbija kompozycje samego filmu i sprawia, że oglądamy coś innego niż twórcy mieli w zamyśle.

Bardzo źle rzutuje to na polską wersje, która była przeładowana dowcipami do poziomu zmęczenia. Angielska wersja wypada pod tym względem o niebo lepiej. Jest odrobinę bardziej stonowana i pomimo, że dalej ma lekko nudnawe fragmenty, a Batman wypada momentami jak buc to… zwyczajnie wszystko się w tym filmie bardziej klei.

Ja rozumiem, że twórcy mają ciągle w pamięci Shreka czy  Asterix i Obelix Misja Kleopatra, które wybijały się humorystycznym tłumaczeniem, ale tego typu zabieg poszedł zdecydowanie w złą stronę.

Superman has zero friends and he spends most of his time basking in sweet, sweet isolation here in his alone palace.

Zostało przetłumaczone na coś w stylu

Superman spędza całe dnie w Fortecy Samotności ściągając seriale z torrentów.

Uważam, że zwyczajnie nie tędy droga jeśli chodzi o tłumaczenie nie tylko bajek, ale i filmów. Nawiązując do klasyka polskiego dubbingu z Batman v Superman – Batman, to nie twoja stara!

Jeśli ktokolwiek chciałby się zapoznać z tym filmem to tylko i wyłącznie w wersji ORYGINALNEJ!