FILMownik: W głowie się nie mieści

Nowy film PIXARa nie jest bajką dla dzieci. Zamiast kolejnej radosnej opowieści, dostajemy dojrzały, lecz dołujący film animowany. Nie tego się spodziewałem…

Riley była radosną dziewczynką, którą zaskoczyła przeprowadzka z Minessoty do San Francisco. W tym momencie wszystko zaczęło się błyskawicznie walić. Brak zrozumienia i współpracy pomiędzy emocjami kierującymi Riley (w składzie Gniew, Odraza, Radość, Smutek oraz Strach) doprowadza uroczą dziewczynkę na skraj depresji.
Tak pokrótce przedstawia się fabuła najnowszego dzieła PIXARa. Może jednak zacznę od początku…
NEuCqd7TzaRixB_2_b
Opowiem wam historię
Nie powiem, że na film wybrałem się w najlepszym nastroju, bo tak nie było. Nastrojony jednak pozytywnie tym, że całemu internetowi się podoba (98% pozytywnych recenzji robi swoje), oczekiwałem ujmującej rozrywki do jakiej zostałem przyzwyczajony po seansach poprzednich animacji studia: „Toy Story” czy „WALL-E”. Animacja dotyka ważkiego tematu związanego z emocjami, poruszając je przy okazji u widza. Z kina wychodziłem więc przepełniony emocjami. Dodam, że nie były one pozytywne. Trochę ciężko mi ogarnąć, jak to możliwe, że reżyser „Potworów i Spółki” i „Odlotu” popełnił „W głowie się nie mieści”. Ludzie z  PIXARa wydawałoby się, że opanowali do perfekcji grę na emocjach widza, zarówno tego mniejszego, jak i dorosłego – „Toy Story 3” poruszało przecież i dorosłych, budząc ich tęsknotę do swoich ukochanych pluszaków, w „Odlocie” mieliśmy bezgraniczną miłość, która pokonuje nawet śmierć itp.
Z tym filmem jest jeden podstawowy problem – ten film nie bawi, brakuje mu elementu stricte rozrywkowego – jest po prostu smutny. To sprawiło, że mój entuzjazm względem tej produkcji schował się pod kołdrę wraz ze wspomnianym smutkiem i raczej stamtąd nie wyjdzie. Ostatnie pięć minut wcale nie ratuje wszystkiego i nie sprawia, że wcześniejsza godzina nie zaistniała.
pixar
Nastawienie to podstawa!
Może słowo jeszcze o entuzjazmie i nastawieniu. Ten miał źródło w kilku czynnikach – pierwszy to oczywiście niesamowicie pozytywne recenzje na całym świecie. Kolejny to zwiastuny dwóch całkiem nieźle zapowiadających się produkcji Disneya – „Zwierzogrodu”, o którym nic nie wiadomo, poza tym, że jest i zapowiada zabawną historię przebiegłego Lisa oraz „Dobrego Dinozaura”, który w mękach powstaje od lat i po skasowaniu został chyba zrobiony od zera, co pozytywnie mnie zaskoczyło, bo nie spodziewałem się, że już zmierza do kin.
Jednak najważniejszym czynnikiem, który poprawił mi nastrój przed właściwym seansem był najnowszy short PIXARa. Animacja „Lawa” niczym „Day and Night” wyświetlane przed „Toy Story 3” po prostu zachwyca – zarówno konceptem jak i realizacją. Bo oryginalnego pomysłu nie można odmówić – któż słyszał o historii miłosnej o poszukiwaniu drugiej połówki przez… samotny wulkan?! Yup – dokładnie tak wygląda fabuła tego 6-minutowego filmu. Szczerze mówiąc uważam, że studiu krótkometrażówki wychodzą perfekcyjnie, w przeciwieństwie do nierównych produkcji pełnometrażowych. Muzyczny utwór, który jest osią narracji, porusza, dopełniając cudowną animację.

Dzieci płakały, jak oglądały
Powyższy tytuł najlepiej określa to, jak bardzo w animacji brakowało pozytywnych treści. Tak… dzieci naprawdę płakały na seansie. Film ma rating PG, co oznacza Parents Guidance, czyli jest całkiem spoko – przydałaby się opieka rodzica na seansie. Większość rodziców uznaje to za równoznaczne z określeniem „Bez ograniczeń”. Oczywiście ciężko mi określić wiek dzieci, które znajdowały się na sali, ale strzelałbym, że to były 4-latki. Te płakały. Obok mnie siedziało dziecko w wieku może 6-7 lat. Zdecydowanie nie polubiło się z postaciami w filmie, a szczególnie z uosobieniem Smutku, które było tak antypatyczne i odrzucające, że miałem ochotę zrezygnować z seansu (przez 10 sekund, ale wart podkreślenia jest fakt, że pojawiła się taka chwila). Zresztą chyba coś jest nie tak, skoro bardziej niż z uosobieniem Smutku można sympatyzować z Odrazą.
inside-out-progression_image_1of7_Story-700x378
PIXAR, quo vadis?
Szczerze mówiąc nie wiem jak oceniać ten film. Pomysł na sam film jest zdecydowanie intrygujący i ciekawi na początku filmu. Jego rozwinięcie jednak pozostawia wiele do życzenia. Bajka marketingowo kierowana jest jednak do dzieci, a treść niestety nie zostanie do końca przez nie zrozumiana, zaś morał odebrany we właściwy sposób. Dzieci nie ogarną, dlaczego Smutek zachowuje się w ten, a nie inny sposób. Można wręcz rzec, że Smutek jest antagonistą tego filmu, jego antybohaterką. Wcześniej jakoś linia pomiędzy tymi negatywnymi emocjami podczas seansu, a pozytywnymi była wytyczona bardzo dobrze i nawet jeśli pojawiały się tam dramatyczne momenty, równowaga ostatecznie zwyciężała. Tutaj ta cienka linia została przekroczona. Pokazanie emocji od środka, fascynującego świata, który mamy w swojej głowie, powinno być zabawnym, fascynującym i niezapomnianym przeżyciem, powinno wzruszać, ale i bawić. Przede wszystkim powinniśmy wychodzić z seansu z uśmiechem na twarzy. Takiego wała. Mnie samemu łza się w oku zakręciła, więc o dzieciach już nawet nie będę wspominał.
Zaskakuje mnie ilość pozytywnych recenzji i zachwytów – niektórzy mówią, że to najlepsze dzieło PIXARa. Nie, nie i jeszcze raz nie. Obejrzyjcie lepiej jeszcze raz „Toy Story 3”, „Odlot”, „WALL-E”, czy nawet „Gdzie jest Nemo?”. Unikniecie uczucia zawodu. Rzeczywistość jest wystarczająco przygnębiająca, do tej pory bajki uczyły, ale w ten pozytywny sposób, osładzały gorzkie momenty w życiu filmowych bohaterów. W „W głowie się nie mieści” ktoś zapomniał o odrobinie słodyczy.
Wow, nowy film PIXARa – poprawie sobie humor. Siurpryza – jednak nie.