Gwałtu na mitologii greckiej zwieńczenie – God of War III

Mitologia to jedna z najlepszych rzeczy jakie wyniosłem ze szkoły. To takie protoplastyczne opowieści fantasy zanim powstał gatunek. W gimnazjum i liceum zaczytywałem się nie tylko Parandowskim, ale i sięgałem po opracowania wierzeń innych kultur. W tym roku na E3 zapowiedziano nową odsłonę God of War. Korzystając z dostępu do PS4 postanowiłem więc ograć ostatnią odsłonę, z która nie miałem się jeszcze okazji zapoznać.

Pierwsze God of War w czasie swojej premiery było swoistą rewolucją. Jak na prostego hack’n’slasha (czyt. rąbankę) oferowało wyjątkowo złożoną fabułę, która angażowała graczy. Ciężko zresztą było się nie zainteresować gdy gra zaczynała się takimi słwoami:

Kratos: Bogowie Olimpu porzucili mnie, nie ma już nadziei!
Gaia: Więc Kratos rzucił się z najwyższej góry w całej Grecji. Po 10. latach cierpienia, 10. latach niekończących się koszmarów, wreszcie nadejdzie koniec, śmierć, która będzie ucieczką od szaleństwa. Jednak, nie zawsze tak było. Kiedyś Kratos był czempionem Bogów…

Kim wiec był Kratos i jak stał się w tamtym czasie maskotką PlayStation? Ten dzielny pan, którego zobaczycie na kolejnych screenach był spartańskim generałem. W jednej z bitew z barbarzyńskimi plemionami, tuż przed tym jak Król Barbarzyńców miał mu zadać ostateczny cios spartiata postanowił oddać się w służbę Aresowi w zamian za wygraną. Jego prośby zostały wysłuchane i od tej pory nieustraszony spartański wojownik walczył pod sztandarem Boga Wojny. Ten jednak postanowił wyeliminować jedyną rzecz, która zaprzątała myśli Kratosa – jego rodzinę. Ares podstępem sprowadził żonę i córkę przyszłego potępieńca, a ten w afekcie je zabił. Kapłanka z wioski, którą Kratos dopiero co spalił przeklęła go sprawiając, że prochy jego tragicznie zmarłej rodziny pokryły jego ciało nadając mu szaroblady odcień. W ten sposób narodził się Duch Sparty, który poprzysiągł zemstę Aresowi.

Mściwy Grek w pierwszej odsłonie zademonstrował swoje nie małe umiejętności zabijając wiele mitologicznych kreatur na drodze do ostatecznego spotkania z Aresem. Łatwo było z nim sympatyzować w jego przygodzie ku odkupieniu, a historia od pierwszych chwil jasno dawała do zrozumienia, że Kratos jest może i wściekły i bezlitosny, ale też umęczony przez swoje grzechy. Jak na 2005 rok była to nowa jakość i zdecydowanie dobry powód by zaopatrzyć się w PlayStation 2.

z7456880ogod-of-war-3

Mało kto pewnie słyszał o mitologicznym Kratosie – większość osób raczej kojarzy jego siostrę Nike, czy matkę, którą była Styks (tak, to ta rzeka w Hadesie, ci głupi Grecy, jakby to powiedział Obelix, wyobrażali ją sobie jako nimfę). Cóż, bohater gry ma niewiele wspólnego ze swoim imiennikiem – jest uosobieniem siły, mocy i nieugiętej woli.

 

Ogromny sukces pierwszej części, która wydawała się być zamkniętą opowieścią pociągnął za sobą jednak powstanie kontynuacji. Ta zdawała się ignorować samo zamknięcie historii, w której Kratos został nowym Bogiem Wojny i zasiadał na tronie aż po konflikty dnia dzisiejszego, zatrzymując się jednak w momencie, w którym Duch Sparty dołącza do panteonu bogów. Szybko jednak nuży go nowa rola, a fabularne trybiki ruszają z miejsca by być pretekstem do rozrywania kolejnych żołnierzy Olimpu, zastępów minotaurów, syren czy satyrów. Całośc została zwieńczona dosyć chamskim cliffhangarem. Osią fabularną „dwójki” jest zemsta na Zeusie, który postanawia ograniczyć wojenne zapędy zapalczywego nomianowanego Boga Wojny i odbiera mu moc, a ostatecznie zabija. Kratos oczywiście nie pozostaje długo martwy i poprzez różne koleje losu (dosłowanie, bo walczy z Prządkami Losu) cofa się w przeszłośc i powstrzymuje Zeusa przed zabiciem samego siebie, jednak nie udaje mu się dokonać zemsty ostatecznej i zabić samego Króla Bogów.

 God of War® III Remastered_20150707215919

W tym miejscu dochodzimy do tego szczególnego miejsca w historii, gdzie zaczyna się God of War III.

Gracze na te część historii musieli czekać 3. lata, mi przyjemnośc poznania zakończenia historii Kratosa przypadła w udziale aż 9. lat po premierze częśći II.

Nie powiem – gra w momencie premiery musiała powalać – graficznie nawet dzisiaj stoi na niesamowicie wysokim poziomie, a w momencie premiery na PS3 z pewnością była jednym z tytułów, które napędzały sprzedaż konsoli przez jakiś czas. To co jednak mnie najbardziej interesowało to zwieńczenie rozpoczętej 11. lat wcześniej historii Ducha Sparty. Gra rozpoczyna się dokładnie w miejscu, gdzie skończyła się poprzedniczka – Kratos na grzbiecie tytana – Gai wspina się wraz z nia na Olimp w momencie, w którym panteon olimpijski postanawia odpowiedzieć na atak. Tym samym początek gry jest niesamowicie dynamiczny i intensywny i nastawia nas na rodzaj rozgrywi, który po kilku godzinach przestanie już czymkolwiek zaskakiwać.

God of War® III Remastered_20150311214233

Taka tam, zdjątko z dziadkiem

To jest chyba największy problem zwieńczenia trylogii o Kratosie – model rozgrywki z poprzednich częśći właściwie niczym się nie zmienił w stosunku do porzedniczek – przeszedł drobny lifting, a cała mechanika walki i sposób prowadzenia historii jest identyczny jak 5. lat wcześniej przy premierze pierwszej jakże zachwycającej części. Twórcy jednak przegapili moment, w którym na rynek wszedł doskonały Batman Arkham Asylum, który narracje wyniósł na kolejny poziom, czy pojawiło się Uncharted, które wysunęło Nathana Drake’a na pierwszy plan. Wszytsko to składa się na historie, która przypomina mi ostatnie części gier z serii Assassin;s Creed, gdzie na scianie wisiała lista wrogów, a protagonista odhaczał kolejne zabite cele. Tutaj Kratos mógłby sobie równie dobrze powiesić taką tablice ze zdjęciami Bogów gdzie na zboczach Olimpu, albo wyryć je tymi swoimi ostrzami w skale i odhaczać kolejne punkty po drodze. Zresztą Kratos jakos usilnie samych bogów nie szuka wyrzynając się przez kolejnych członków panteonu – sami rzucają mu się pod ostrza więdzac jaki czeka ich koniec. Kratos oczywiście wie, że bogów łatwo uśmiercić nie jest, ale zdaje się, że wszystko to rządzi się jakimiś swoimi prawami, bo jedni umierają i dzieją się wtedy złe rzeczy, inni trochę umierają, a inni umeiraja i nic się niedzieje. Intryga, wali, spotkania, zdrady – to wszystko niczemu nie służy. Z całkiem pokaźnej gali postaci, które Kratos spotya na swojej drodze ocalała tylko Afrodyta (i jej dwie przyboczne), którą Kratos posuwa dla czerwonych kul doświadczenia i zostawia w spokoju. Pominę tutaj jednak tę kontrowersyjną kwestię kontynuując lekkie utyskiwanie na fabułe, której nie było. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w ostatnim akcie, ktoś stwierdził, że na siłę wciśnie do tych absurdów jakiś sens, uzasadnie kretyńskie postępowanie postaci i dorzuci filozoficzne bzdety o nadziei niczym z książki Paolo Coelho. Jeszcze dałoby się to może przełknąć, gdyby nie to, że w części III postanowiono wyrzucić jakiś character development do kosza i sprowadzić go do nieskrępowanego niczym gore.

Mortal Kombat: God of War Edition

Przemoc w tej grze zasługuje na oddzielny akapit. Ten element jest nieodzowna częścia całej serii. Nikt się nigdy nie przejmował tym ile hektolitrów krwi wrogów przelał Kratos w poprzednich odsłonach, ale tutaj twórcy przeszli samych siebie. Gore zostało podkręcone do levelu over 9000, co skutkuje już nie tylko latającymi kończynami, czy rozgrywanymi zwłokami. Mściwy Spartiata rozgniata głowy, rozpruwa brzuchy centaurom, wyrywa rogi minotaurom czy innym bestiom, łamie w pół syreny, przebija satyry ich własnymi brońmi, przy czym nie można powiedzieć, że oszczędza bogów. Ci nie mają lekko i jeden zostanie pozbawiony głowy przez wyrwanie jej gołymi rekoma, a jeszcze wcześniej będzie cierpiał mając wydłubane oczy, inny straci nogi, a trzeci dostanie od Kratosa tak po głowie, że aż przebiją kamienną podłogę. Ex-Bóg Wojny się nie bawi, nie oszczędza nikogo robiąc sobie z księżniczki Posejdona podpórkę do kołowrota i nawet nie mruga słysząc trzask jej pekających kości gdy ta nie wytrzumuje ciężaru. Zresztą doskonałym środkiem poruszania się nad przepaściami są harpie, w które można wbijać Ostrza Wygnania (niech tych, którzy grali w GoW I czy II nie zmyli nazwa, to dalej te same Ostrza Chaosu i Ateny z poprzednich części) i dźgając bidne paskudy poruszać się miedzy większymi rozłamami.

 Fantastyczny mitologiczny setting ratuje tę grę. Gdyby nie barwne lokacje i nawet ciekawie zarysowane pomimo dosyć ograniczonej roli postacie, powtarzalny do bólu schamt z dwóch poprzednicj odsłon dałby się bardziej we znaki. Szczególnie odczuwalne jest to w momencie, kiedy po raz 3. w ciągu 3. odsłon marki trafiamy do Hadesu i musimy wyjść z podziemi by kontynuować swą zemstę.

Kratos nie jest zadowolony z God of War III

God of War III oferuje naprawdę sporo rozrywki, jednak już zaczynając grę można ogarnąć, że jakiekolwiek odkupienie grzechów, którego Kratos doznał w części pierwszej jest odległym wspomnieniem, kiedy ten wspina się na barkach Gai by siać zamęt w panteonie bogów Olimpu. Jest to trochę przykre, że zamiast jakiejkolwiek refleksji nad swoimi działaniami Spartiata jest sprowadzony do roli bezmyślnej maszyny do zabijania, która nie tylko nie dba o nic więcej niż osobista vendetta, ale ma w dupie los całej ludzkości. Szczególnie dobitnie jest pokazana jego bezrefleksyjność kiedy widzi skutki swoich działań – powodzie, zaraza, zgaszone Słońce i bezrefleksyjnie idzie dalej tłuc swoją kolejną ofiarę. To prowadzi do tego, że zakończenie jest jeszcze bardziej niesatysfakcjonujące i wymuszone w kontekście całej opowieści, a ogrywanie po raz kolejny motywu udręczonego zabójstwem rodziny Kratosa jest zwyczajnym graniem na cierpliwości osób, które w jakiś doceniali warstwę fabularną w poprzednich dwóch odsłonach.

Pozostaje mieć nadzieję, że dopiero co zapowiedziana nowa odsłona marki zatytułowana zwyczajnie God of War będzie godnie kontynuować spuściznę Kratosa. Co interesujące już potwierdzono, że bohaterem dalej będzie Duch Sparty (wraz ze swoim synem), co w kontekście zakończenia całej trylogii wydaje się być dosyć interesujące.

17jd5tek54zgyjpg
tl;dr
No fajnie się naparza, ale fabuła to ssie.