Bąbka, trąbka, piernik i pompka! – o syndromie Piotrusia Pana

Dzisiaj Dzień Dziecka (jakby ktoś przeoczył). Przy tej okazji wróciłem wspomnieniami do dzieciństwa i przypomniałem sobie o Nibylandii, krainie, w której pozytywne myśli pozwalają ci latać.

Dzień Dziecka to święto każdego – w końcu każdy kiedyś był małym krzykliwym, domagającym się miłości bachorem. Jasne, nie wszyscy spędzają dzieciństwo w szczęściu i miłości, wielu musi dorastać szybciej, ale każdy kiedyś miał ten stan umysłu, kiedy świat jest obcy i pełen niesamowitych rzeczy do odkrycia. Ba! Wiele osób sporo by oddało by wrócić do tych dziecięcych beztroskich lat, gdzie nie trzeba było się przejmować płaceniem rachunków i pracą.

Wiele osób jednak nie chce dorastać. Naoglądali się w dzieciństwie Piotrusia Pana i mają swoją Nibylandię – świat, w którym nie ma dorosłości i trudnych decyzji. To oczywiście lekkie uproszczenie, ale w kontekście dzisiejszego święta każdego dziecka przypomniał mi się właśnie ten delikwent w zielonej czapce z piórkiem. James Matthew Barrie pewnie nie przypuszczał, że pół wieku po premierze swojej książki zacnym mianem jego bohatera będą nazywali panowie w białych kitlach jakieś syndromy czy kompleksy.

peter_pan_1953_11

Czym więc jest ta dolegliwość, którą zdefiniował sam Piotruś Pan? Najprościej rzecz ujmując to stan umysłu, który sprawia, że mężczyzna (zazwyczaj) ucieka od dorosłości i dojrzałości, obawia się odpowiedzialności i wszelkich zobowiązań. Temat ten zdefiniował i poruszył w swojej książce Syndrom Piotrusia Pana. O nigdy nie dojrzewających mężczyznach Dan Kiley.

O co w tym naprawdę chodzi?

Cóż – coraz więcej mężczyzn ma problem z „dorastaniem” ze względu na ewoluujące warunki społeczne dookoła. Kobiety są teraz równymi partnerkami w związku, są bardziej decyzyjne i stanowcze, zarabiają na siebie i nie muszą już polegać na facetach. W związku z tym mężczyzna jest pozbawiony części bodźców, które sprawiały, że był postrzegany w potocznym rozumieniu jako męski. Coraz mniej w społeczeństwie dzielnych kowbojów, walecznych i szarmanckich rycerzy czy angielskich dżentelmenów z klasą. Męskość ulega dewaluacji, a kobiety przejmują często męskie role. Oczywiście to tylko jedna z przyczyn, poza tym powodem mogą być braki realnych męskich wzorców, ojca w rodzinie czy nadopiekuńcza matka.

Jakie problemy napotykają mężczyźni, którzy są wiecznymi chłopcami?

Skupiają się na tym, żeby żyć chwilą i odsuwać od siebie odpowiedzialność – uciekają od zakładania rodziny czy posiadania dzieci. Nękają ich skrajne emocje – raz potrafią być uczuciowi, a nieraz oddają się wściekłości i gniewowi. Ze względu na lekkość ducha nie dotrzymują składanych obietnic, co prowadzi do poczucia winy, a dalej do samopogardy, frustracji i stanów depresyjnych. Nie znaczy to, że są niedojrzali – po prostu świadomie od tego uciekają, bo tak jest wygodniej, bezpieczniej, nie trzeba się przejmować i można poświęcić się jakiemuś hobby, spotkać ze znajomymi czy rozerwać w inny sposób.

Bycie dorosłym jest w jakiś sposób przerażające – ten przymus społeczny do zakładania rodziny, bycia z kimś razem, poświęcania się dla kogoś. W dodatku trzeba mieć pracę, kupić mieszkanie, samochód i jeszcze się żywić. Takiemu Piotrusiowi nie jest łatwo z tymi wszystkimi przymusami jakie niesie dorosłość. Problem tylko w tym, że w przeciwieństwie do zielonego niczym Grinch bohatera dorastamy. Facet, który będzie beztroskim Piotrusiem Panem zestarzeje się tak samo jak ojciec rodziny z dwójką dzieci i hipoteką. Nie ma od tego ucieczki. Tylko w Nibylandii Piotruś nie dorastał. Był wiecznym chłopcem.
pexels-photo

Syndrom Wendy

Piotruś jednak nie jest osamotniony w swoich problemach. Tak to w życiu bywa, że ma swoją Wendy. Mianem tym określa się kobiety, które pozwalają mężczyźnie z syndromem, który jest bohaterem tego wpisu istnieć. Wszystkie decyzje, których Piotruś podjąć nie może lub nie chce podejmuje za niego Wendy. Odpowiedzialność w relacji partnerskiej jest przesuwana w jedną stronę, a dobra dziewczyna (czy może antagonistka?) tłumaczy sobie podejmowanie decyzji za partnera jego nieudolnością, czy niewiarą w jego umiejętności.

Pokolenie Piotrusia Pana

Wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu dziećmi. Ważne jest żeby obserwować siebie i swoje otoczenie, zastanawiać się nad swoimi działaniami i szukać rozwiązań swoich problemów. Osoby, które mają wspomniany kompleks i zachowują się jak dziecko często nie są świadome, że to oni są częścią problemu. Niestety obecnie mamy coraz więcej osób, które odczuwają skutki zmian kulturowych, które nastąpiły w ciągu ostatniego stulecia. Społeczeństwo dojrzewa i pewne aspekty relacji damsko – męskich uległy ewolucji. Nie wszyscy sobie z tym radzą.

Dlaczego mówię o pokoleniu? Ponieważ coraz więcej osób urodzonych w okolicach 1990 roku wraca do rodziców pomimo wyprowadzki, pracuje za minimalną stawkę i nie przejmuje się tym co będzie kiedyś. Spora część nie potrafi być w trwałej relacji ze swoimi partnerami, co prowadzi do pojawiania się niechcianych dzieci, które później wychowują się bez ojców, którzy uciekli od zobowiązań i odpowiedzialności. To zaś prowadzi do powstawania błędnego koła, w którym kolejna generacja wychowa się bez kompletu rodziców z tym samym nieprzystosowanym do życia podejściem.

Duże dzieci

Wszystko powyższe jednak nie znaczy, że zawsze trzeba być mega poważnym i trzymać jakiś kij pod ręką, żeby w razie potrzeby się usztywnić. Wręcz przeciwnie – każdemu w życiu potrzebny jest humor i odrobina luzu. Istotne jest jednak żeby zachować we wszystkim równowagę, no i brać na klatę odpowiedzialność za własne słowa i czyny.

Szkoda, że Piotruś nigdy nie wrócił na stałe do Londynu jak w filmie Hook. Świetnie zamykałoby to historię i pokazywało, że każdy kiedyś musi dorosnąć, nieważne jak wspaniała byłaby jego Nibylandia.

image_76e1e8c7