Batman: Arkham Knight, czyli gacek bawi się czołgiem

17 września DC Comics wyznaczyło Dzień Batmana. Trzeba było wziąć się do roboty i w końcu skończyć „Batman Arkham Knight” z tej okazji.

 Jak to się zaczęło?

Zacznę po raz kolejny od małego wprowadzenia, bo serie Arkham znać zdecydowanie warto. Rewelacyjne „Arkham Asylum” wprowadza graczy w mroczny świat Batmana, jego wrogów i przyjaciół. Do tej pory ludzie Człowiek-Nietoperz był znany z różnych interpretacji w kreskówkach czy z filmach – Burtona albo nowszej trylogii Nolana. Rocksteady wraz z Warner Bros. postanowiło przybliżyć bohatera niemal wyjętego wprost z kart komiksów. W jaki sposób tego dokonali? Zamiast adaptować którąś z gotowych już historii zatrudnili jednego ze scenarzystów komiksowych (oraz Batman The Animated Series) Paula Dini. Ten wziął na warsztat historię bohatera i wraz ze studiem, które oczywiście miało ograniczone możliwości narracji ze względu na medium jakim są gry komputerowe przygotowali historię, która wciągała, angażowała i przede wszystkim szanowała to co zostało wypracowane w obrazkowych historiach przez 80. lat.

 994_155677562

Po sukcesie pierwszej części nie trzeba było długo czekać na kontynuację. Arkham City zawitało 2. lata później na sklepowe półki i podążało za trendem – the bigger, the better. Dostaliśmy więc więcej przeciwników, większe, otwarte tym razem miasto, więcej gadżetów, więcej nudnych zagadek Riddlera itp. Oczywiście pojawiły się też innowacje – jak chociażby możliwość kierowania innymi bohaterami niż Batman. To jednak co stanowiło o wrażeniu jakie gra po sobie zostawiła było zaskakujące zakończenie, które pozostawiło Batmana w nowej sytuacji, w której o ile dobrze mi wiadomo nie znalazł się nigdy w komiksach.

W ramach skoku na kasę wydano jeszcze (po kolejnych 2. latach) Arkham Origins opowiadające o początkach działalności Batmana i tym jak poznał Jokera, ale wspominam o tym wyłącznie z kronikarskiego obowiązku.

Dlaczego Arkham Knight ssie?

Może to nie jest forma jaką się powinno rozpoczynać jakikolwiek tekst, ale chciałem podkreślić powody dla których aż rok zajęło mi ukończenie „Arkham Knight”.
20151002114734

  1. „Yesterday there were 6.3 million people in Gotham City. Today… Not so many”, czyli dlaczego Gotham jest puste?

Wyobraźcie sobie, że główną osią fabuły jest to, że Scarecrow, jeden z ciekawszych przeciwników Batmana grozi, że wypuści w mieście toksynę powodującą szaleństwo. Co się więc dzieje? CAŁE miasto zostaje ewakuowane. Od razu do akcji wkraczają współpracujący ze Strachem na Wróble gangsterzy – Pingwin, Dwie Twarze czy Harley Quinn. Świetny pretekst do tego, żeby po otwartym mieście włóczyli się przestępcy, a Batman mógł po nim biegać i jeździć sobie do woli. Wyobraźcie sobie taką Warszawę czy Berlin, który zostaje ewakuowany i nie ma tam jednej normalnej osoby…

Co więc znajdziemy w mieście? Zbirów Pingwina, Dwóch Twarzy i Harley, żołnierzy Rycerza Arkham i Stracha na Wróble, cyngli Człowieka – Zagadki czy w końcu okazjonalnie trafimy na policjantów. Wszystko to jednak zakrawa na absurd zważywszy na to, że Scarecrow ma zamiar wypuścić na to puste miasto swoją zabójczą toksynę… Kolejny plan, który rozsypuje się w przedbiegach.

Co zabawne sam Scarecrow się do tego odnosi na początku „I have already won; emptied your city with a vial of toxin and few threatening words.” („Już wygrałem; twoje miasto opustoszało pod wpływem fiolki toksyny i kilku słownych gróźb”). Pytanie tylko po co?

arkhamknighttank
  1. „What are you doing? Evening the odds.”, czyli dlaczego to gra w czołgi?

Największą nowością i innowacją Arkham Knight, tym na czym oparto promocję gry jest Batmobil. Pojazd gacka mogliśmy co prawda oglądać już w pierwszej grze, ale tam tylko stał rozbierany na części przez zbójów jeśli dobrze pamiętam. Co więc takiego sprawia, że znienawidziłem ten wspaniały pojazd? Jego uzbrojenie i to, że twórcy ZMUSZAJĄ graczy do jeżdżenia i walczenia tym potworkiem. Bo wiecie… żeby Batman miał co robić w Gotham na ulicy miast wyjechały czołgi. Czaicie? CZOŁGI! Warto wspomnieć, że Batman nie zabija. Dlaczego w takim razie sumienie pozwala mu niszczyć czołgi i przejeżdżać bandziorów? Tak więc czołgi są zdalnie sterowane, a Batmobil ma kinetyczną powłokę, która odpycha rzucających się pod koła ludzi! Tym samym walczymy z zastępami opancerzonych dronów, które próbują zetrzeć w proch Battank  Batmobil. Okazjonalne potyczki byłyby naprawdę fajnym urozmaiceniem rozgrywki, ale zabawa w czołgi jest integralną, niesamowicie irytującą częścią rozgrywki.

  1. „Over my dead body.  I believe this was the idea”,czyli dlaczego Rycerz Arkham to maminsynek?

ArkhamKnightWszyscy chcą śmierci Batmana, ale najbardziej chce go zabić tytułowy Rycerz Gotham. To miał być ultimate villian, ten złol, który da się gackowi we znaki, bo zna wszystkie jego sekrety i techniki. Co poszło nie tak? Zacznijmy od tego, że Arkham Knight miał być oryginalną postacią stworzoną na potrzeby gry – nie jest. Fani po zwiastunach wysunęli przypuszczenie, które okazało się być słuszne. Gdyby jeszcze ta postać została dobrze napisana… Ponownie – nie jest. Zamiast kogoś kto wie jak Batman pracuje i funkcjonuje oraz wykorzystywać to przeciwko niemu chodzi tylko i jęczy jak to zabije gacka i sprawi że będzie cierpiał. Boo-hoo! Serio, Arkham Knight zamiast być, jak go reklamowano, groźniejszym, morderczym Batmanem bez skrupułów przypomina jęczącego Anakina Skywalkera z „Gwiezdnych Wojen”, którego motywacje są koszmarnie naciągane i ciężkie do zrozumienia. Najgorsze jest jednak to, że rycerzyk pojawia się i znika zgodnie z tym jak wygodnie jest scenarzystom (plot convenience), a rozwiązanie jego wątku jest co najmniej rozczarowujące. Wygląda to mniej więcej tak jak pogodzenie się Batmana i Supermana, który rzuca sławetne „Save Martha!” w filmie.

Skoro już przy Arkham Knight’cie jesteśmy to warto wspomnieć, że ta gra ma problem z wykreowaniem wiarygodnego złego charakteru, którego byśmy się obawiali. Tajemniczy Rycerz okazał się być jednowymiarową postacią, z głównym antagonistą (bo w końcu to plan Scarecrowa jest powodem do ewakuacji miasta) mamy zaś do czynienia może przez 6 minut w całej grze. Cały czas nam się wymyka, gada z telewizorów, a na koniec… ech. W ogóle jak się nad tym chwilę zastanowiłem, to doszedłem do wniosku, że Strach nie miał żadnej sensownej motywacji do swoich działań. To prowadzi to kolejnego bardzo istotnego problemu. W „Arkham City” doszło do pewnego wydarzenia, o którym ciężko nie napisać w kontekście nowej gry – zakończenie jasno wskazywało na wątpliwą możliwość powrotu Jokera. Jak widać twórcy stwierdzili, że po raz kolejny dobrze będzie wrzucić tę postać do gry, tak więc najciekawszy z protagonistów Batmana powraca. Nie zrozumcie źle – jestem zachwycony tym jak ta rola wypada! Bez tego klauna (w dodatku dubbingowanego rewelacyjnie przez Marka Hammila) ta gra straciłaby połowę uroku. Powoduje to jednak pewien zgrzyt, który prowadzi do wniosku, że scenarzyści nie są w stanie zbudować fabuły wokół jakiegokolwiek innego złoczyńcy.

BAK_Sshot139_1434448115
  1. We’ve got incidents all over the city, czyli dlaczego misje poboczne ssą?

W główny wątek zostały wplecione misje poboczne, co samo w sobie jest całkiem fajnym pomysłem. Wiecie w pewnym momencie, gdy pozamiatamy początkowy burdel Komisarz Gordon stwierdza „No hej Batmanie, wiesz ogólnie mamy tutaj jakieś przestępstwa, a ponieważ jesteśmy cienkimi policjantami, to fajnie by było gdybyś rzucił okiem i pomógł”. No i rzucamy okiem – to jakieś ciała zamordowanych znajdujemy, to porwano cały oddział strażaków, po nocnym niebie lata Manbat, po ulicach Gotham szlaja się Firefly podpalając budynki na lewo i prawo… Brzmi ciekawie i interesująco, ale tak nie jest – każda z tych misji jest koszmarnie wtórna, a do tego dochodzi eliminacja wież strażniczych milicji (20 razy…), posterunków (18), wozów uzbrojonych, i min zakopanych w ziemi (14). Oczywiście poza wymienionymi jest tego więcej, ale są bardzo powtarzalne i nawet coś co z pozoru wydaje się ciekawe jak spotkanie z Manbatem kończy się tym, że musimy na niego 3 razy wskoczyć i najpierw pobrać krew, a później podawać antidotum… Czuje się, że ten pusty początkowo świat wypełniono takimi zapchajdziurami jak z Assissin’s Creed’a, a rozwiązywanie tych misji gdy wszystko dzieje się w ciągu jednej nocy wypada naprawdę niewiarygodnie. Najgorsze jest jednak to, że żeby uruchomić zakończenie gry… trzeba wypełnić 13 z 14. dostępnych misji dodatkowych (bez zagadek Riddlera). Kpina!

ac1c9e7c4564e172e7a0eeacacf24733-650-80
  1. Welcome to my race track, Detective!, czyli jak Riddlera stał się fanem wyścigów?

Wiecie jednak co jest największym absurdem misji dodatkowych? Riddler i jego tory wyścigowe pod Gotham. Biedak sam je pewnie ciosał własnymi rękoma, a jeśli ktoś mu pomagał to pewnie musiał zabić, jak budowniczych Piramid. W poprzedniej odsłonie obecność ogromnego podziemnego miasta pod Arkham była dla mnie mocno naciągana, ale ogromne tory po których trzeba zasuwać Batmobilem i unikać pułapek to już lekkie przegięcie. Riddler zbudował 5. torów wyścigowych dla Batmana o różnym stopniu skomplikowania i wyzwań. Mam wrażenie, że to kolejny pomysł developerów, żeby pokazać jaki to fajny pojazd wrzucili gackowi do gry i ile się nad nim napracowali. Problemem jest tylko to, że takie pomysły jak podziemne tory wyścigowe zwyczajnie psują immersję gry. Oliwą do ognia okazuje się, że żeby zobaczyć pełne zakończenie gry trzeba… rozwiązać 243 zagadki Edwarda Nigmy.

Batman-Arkham-Knight-Launch-Promo-Images
  1. This is how it happened… this is how the Batman died., czyli dlaczego gra się tak kończy?

Powyższy cytat rzuca Gordon na początku narracji gry – „Opowiem wam jak to się stało… jak umarł Batman.” Co jest całkiem ciekawym zabiegiem kompozycyjnym, ale o tym jeszcze niżej. Gra sprawia jednak znaczący problem poprzez nieumożliwienie graczowi wyboru co chce, a czego nie chce zrobić. Bez ukończenia wszystkich misji nie zobaczymy zakończenia wcale, przez co gra może nie urywa się w połowie, ale „kończy się” frustrująco – bez klamry kompozycyjnej. Bo… Batman nie umiera, ani nic na to nie wskazuje – ot ktoś się pyta czy Batman nie ma czegoś jeszcze do zrobienia na mieście… To jeszcze nic. Jak już skończy wszystkie misje poza łamigłówkami Człowieka Zagadki dostajemy upragnione zakończenie. Knightfall Protocol, który zręcznie zamyka całą historię i pozwala nam pójść grzecznie spać bez zadawania zbędnych pytań dopóki nie przyjdzie nam głupi pomysł ukończenia gry na 100%. Wtedy dostajemy rozszerzone zakończenie! W którym zakończenie wcale nie jest takie zamknięte i rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.

 Dlaczego jednak warto zagrać?

Tutaj dochodzimy do momentu, w którym po tym całym wywodzie powyżej warto wreszcie wspomnieć dlaczego jednak w tego Batmana warto zagrać.

  1. Gotham jest piękne!

Naprawdę. Gotham zawsze chyba miało nawiązywać do gotyckiej architektury i w grze da się poczuć ten klimat. Najlepiej zresztą odczujemy to szybując nad miastem i podziwiając to spotkanie późnego średniowiecza z nowoczesnymi wieżowcami Lex Corpu. Tutaj muszę zdecydowanie pogratulować twórcom, bo pomimo tego, że część lokacji zlewa się w jedno, to możemy odnaleźć charakterystyczne punkty, w których można się zatrzymać i podziwiać otaczający nas świat. Piękny dworzec Gotham Central, studio filmowe czy chińska dzielnica to jedne z kilku lokacji, które zapadły mi w pamięć. Trochę szkoda, że miasto możemy podziwiać jedynie nocą w blasku neonów, skąpane w deszczu, jednak konwencja ta pozwala na zanurzenie się w lekkim klimacie noir.batman-arkham-knight-gotham-city

  1. I’m the night. I’m the Batman

Gry z serii „Arkham” w bardzo wiarygodny sposób przedstawiały Batmana, oddawały szacunek komiksowym historiom zazwyczaj odnosząc się do nich, lub adaptując je odrobinę zostawiając jednak tyle ile trzeba z oryginału. Batman może w najnowszej części nie błyszczy swoimi detektywistycznymi talentami tak jak w „Arkham Asylum” wciąż jednak jest przedstawiany jako najinteligentniejsza osoba w okolicy zdolna poradzić sobie z każdym problemem i wyzwaniem. Poza intelektem i tytułem najlepszego detektywa na świecie Bruce Wayne pokazuje też swoją tężyznę fizyczną i całą game gadżetów, których używa zarówno do wykończenia wrogów jak i do rozwiązywania różnorakich zagadek logicznych. Włączając grę czujemy więc, że jesteśmy Batmanem – skaczemy po dachach budynków, szybujemy w powietrzu, zeskakujemy na wrogów i używamy batarangów do ich obezwładnienia. W dodatku system walki, który jest z jednej strony łatwy do nauczenia się, z drugiej różnorodność wrogów sprawia, że nie jest to zwykłe mashowanie przycisków pada, sprawia, że każda potyczka jest satysfakcjonująca i Batman wychodzi z niej zwycięsko, chociaż nieraz nie bez trudu.33a5-7c27-4bf5-b1c9-597e0545e830_picture

  1. Please be careful with the car, Mr. Wayne. She’s one of a kind

Ciężko nie powiedzieć o Batmobilu kilku pozytywnych słów – jest to element rozgrywki, który jest rozwiązany bardzo satysfakcjonująco (pomimo starć z czołgami). Kontrola pojazdu jest świetnie pomyślana, wkomponowanie w rozgrywkę, chociaż momentami nachalne trzeba docenić, no i co tu dużo mówić – fajnie się powozić Batmobilem po mieście. Każdy by się chciał przejechać.

batman-arkham-batmobile
  1. This is how it happened… this is how the Batman died., czyli o fabule słów kilka!

Historia w Batman Arkham Knight jest bardzo, ale to bardzo nierówno napisana. Mam nawet wrażenie, że poszczególne części składowe mogły być rozpisane przez różnych scenarzystów. Co się składa na te elementy składowe?

  • główna intryga, czyli Scarecrow i jego toksyna – ten wątek prowadzony jest najzwyczajniej w świecie poprawnie; poszukiwania źródeł narkotyku, rozwiązywanie jego zagadki, próba uratowania Gotham itp. Oczywiście Strach ma swój własny plan i agendę, która stoi za zagrożeniem, które chce wprowadzić w życie, a co nie jest od początku czymś oczywistym.
  • intryga tytułowa, czyli Rycerz Arkham – jest to wątek niesamowicie rozczarowujący ze względu na minimalne zaskoczenie tożsamością protagonisty i ogólną budowę postaci, ale o tym wyżej
  • intryga jokerowa – czyli powrót największego antagonisty gacka w dosyć niespodziewanej formie

Zgadnijcie co najciekawiej wypada – krótki, ale prominentny i rozbrzmiewający wątek Jokera. Mark Hammil czyni cuda przy tej postaci i jestem pełen podziwu jak wiele dzięki niemu ta gra zyskała. Barwne wstawki Jokera i jego cyniczne komentarze sprawiają, że przygody Batmana śledzi się ze zdwojoną ciekawością. Nawiązania do takich komiksów jak „Zabójczy Żart” czy wplątanie w główną intrygę najbardziej znanych, wspomnianych już wcześniej wrogów gacka sprawia, że komiksowy świat ożywa na naszych oczach. Świetnym pomysłem było też kontynuowanie wątków, które zaczęto w Arkham City, dzięki czemu Hush i Azrael wracają, by dokończyć swoją historię w zamknięciu tej historii.

To co jednak stanowi o sile tego tytułu to nieustanne pokazywanie, że wszyscy związani z Batmanem obrywają rykoszetem w konsekwencji podjętych przez niego decyzji – czy będzie to Oracle, czy trzeci Robin, który gdzieś się pałęta na ekranie. Każda decyzja Bruce’a, który wszystko stara się zrobić sam i nikogo nie mieszać w swoje działania ma coraz bardziej doniosłe skutki i oddziałuje na pozostałych członków bat-rodziny. To wszystko jest jeszcze podkreślane przez psychologiczne gierki Jokera i wewnętrzne zmagania samego Batmana, które powalają swoją formą i trafiają w dziesiątkę.

 53151079724f1

Godne zakończenie

Nie będę się tu w nieskończoność rozpisywał co mnie gryzie, a co mi się podoba. Przy grze spędziłem ładnych kilkadziesiąt godzin i pomimo frustrujących elementów i bolączek, gra jest satysfakcjonująca dzięki pięknemu, otwartemu światu, i najzwyczajniej w świecie możliwości wcielenia się w Batmana.