Aquaman jakiego nie znacie – Komiksonomia #2

We wrześniu pisałem o tym, że zacząłem czytać komiksy z uniwersum DC. Teraz po kilku miesiącach, w momencie kiedy część bohaterów kończy swój drugi story-arc postanowiłem podzielić się swoimi obserwacjami. Na pierwszy rzut idzie literka A jak Aquaman.

Moja wiedza nt. większości postaci komiksowych, jeśli chodzi o DC pochodzi raczej z innych mediów niż komiksy. Przede wszystkim bardzo lubiłem seriale animowane DC na czele z Justice League (Unlimited) czy Young Justice (które całkiem niedawno doczekało się odnowienia na 3. sezon!) oraz z animowanych filmów pełnometrażowych. Ogólnie zawsze podobało mi się to uniwersum ze względu na to, że uderzało w poważniejsze nuty niż w moim mniemaniu bardzo superbohaterskie i nastawione na akcję komiksy Marvela.

Taki edgy Aquaman z „Justice League Unlimited”

Sięgając po Aquaman Rebirth #1 nie miałem żadnych oczekiwań. Oczywiście wiedziałem kim jest sam Aquaman z kreskówek albo z Wikipedii. Syn latarnika i królowej Atlantydy, wychowany wśród ludzi wyrósł na bohatera i Króla Atlantydy. W kreskówce pamiętałem go bardziej jako takiego Supermana, który przy okazji rozmawiał z rybami, był przepakowany do granic możliwości i miał hak zamiast ręki. Jak się okazuje z tego wizerunku wyjętego wprost z lat 90. zostało niewiele, a Król Atlantydy jest postawnym urodziwym blondynem, któremu partneruje rudowłosa Mera.

W Rebirth #1 Dan Abnett przedstawia nam sposób w jaki świat postrzega Aquamana – jako członka Ligi Sprawiedliwości, bohatera. Są jednak ludzie, którzy się go boją – Arthur jest też Królem Atlantydy, a ta już wcześniej wywołała wojnę z powierzchnią. Nie omieszkał jednak odnieść się do żartów nt  jego mocy i wspomnianych już rozmów z rybami. Czytamy również z jakimi wyzwaniami na co dzień mierzy się uroczy blondyn – tajfun w Indonezji, trzęsienie ziemi w Japonii, czy w końcu zagrożenie ze strony terrorystycznej grupy „The Deluge” (pl. Potop), przy którego rozwiązaniu towarzyszymy bohaterowi.

„Jego matką była Atlantydka królewskiej krwi, ojcem – mieszkaniec powierzchni, latarnik. Ciekawe jak to jest mieć korzenie niczym z morskich szant. Jest istotą z dwóch światów, ale nie należy do żadnego. Z tego też powodu przez żaden nie jest uwielbiany”

 

To wszystko co powyżej znalazło się tylko w pierwszym zeszycie! W kolejnych zeszytach jest zresztą równie, jeśli nie bardziej interesująco. Dan Abbott stawia zdecydowanie na przedstawienie Athura Curry’ego jako władcy Atlantydy, który chce osiągnąć pokojową egzystencję z powierzchnią. W Aquaman #1 obserwujemy otwarcie ambasady Atlantydy na suchym lądzie, które niestety zostaje przerwane przez atak jednego ze znanych wrogów Aquamana – Black Manty. Cała intryga, której może aż tak nie będę spoilerował kręci się wokół narastającego konfliktu między Stanami Zjednoczonymi, a Atlantydą, któremu bohater stara się zapobiec. Wszystkiemu winna jest tajemnicza organizacja N.E.M.O., w intrygę wpleciony jest wątek dziedzictwa Mery, narzeczonej Aquamana, oraz tajemniczej przepowiedni, powracający wrogowie z przeszłości i konflikt zbrojny. Dodatkowo mamy gościnny występ Ligi Sprawiedliwości i walkę z Supermanem.

Cała historia jest przemyślana od początku do końca, a poszczególne wyzwania i problemy, które piętrzą się przed Aquamanem są świetnie opisane. Poza oczywistym miksem superbohaterskiej akcji pojawia się też polityka i układy między Atlantydą i powierzchnia, sprawy wagi państwowej. Abnett zaskakująco swobodnie balansuje pomiędzy intrygą, która angażuje cały świat, a osobistymi problemami bohatera, który musi sobie radzić z odpieraniem oskarżeń nie tylko przeciwko swojej osobie, ale też przeciw całemu swojemu narodowi.

Dodatkowym atutem jest naprawdę ładna kreska Oscara Jimeneza, która dobrze oddaje to co się dzieje w morskiej toni. Jedyne co mi się nie podobało, to nieraz dziwne twarze postaci, jakby rysujący nie wiedział jak dobrze oddać ich emocje. Poza tym jednym mankamentem kolorowa, dosyć naturalistyczna kreska świetnie sprawdza się zarówno w statycznym kadrach jak i w momentach dynamiczne akcji.

Niewielu wie, że ci panowie są sobie równi.

Podsumowując cały ten wywód. Nigdy nie byłem zainteresowany przygodami Aquamana, ale od Aquaman Rebirth #1 aż do Aquaman #15 byłem zaintrygowany tym co działo się na komiksowych stronach. Autor scenariusz dwoił się i troił by zaintrygować nas historią, wciągnąć i przybliżyć meandry podwodnego świata i ostatecznie pokazać Aquamana jako klawego gościa, który nie dość, że może stanąć w szranki z Supermanem, to jeszcze ma rządzenie państwem na głowie i robi to całkiem nieźle. Mnie przekonał, że Arthur Curry jest niesztampowym bohaterem, a element bycia monarchą, i jego starania stania się dobrym władcą dla swoich ludzi dodają mu głębi charakteru. Może nie z niecierpliwością, ale czekam na kolejne historie o superbohaterze, którego mocą jest jak się okazuje nie tylko gadanie z rybami.

A na koniec możecie rzucić okiem jak wygląda Aquaman w „Batman Brave and the Bold”, które kierowane jest raczej do najmłodszej widowni.