FILMownik: Avengers 2, czyli wiek Marvela – powrót bez fajerwerków

Avengersi wrócili, wraz z nimi przybył sympatyczny Ultron!

Na sequel „Avengers” czekało wielu. Pierwszy trailer zwiastował mroczniejsze podejście do tematu kina superbohaterskiego. Może nie było ciar na plecach, ale piosenka z „Pinokia” w  mroczniejszym wydaniu oraz krótki pokaz konfliktu pomiędzy bohaterami zdecydowanie zapowiadały widowisko, które wiele zmieni w Marvel Cinematic Universe.
Age_of_Ultron_Vol_1_1Od razu po zapowiedzi zasiadłem do czytania komiksowego „Age of Ultron”. Od pierwszego zeszytu jednak wiedziałem, że raczej nie będzie to historia, którą zobaczymy na ekranie. Straszna szkoda, że Marvel wciąż nie ma praw do Wolverina i Fantastycznej Czwórki, pomysł z podróżą w czasie został jednak w niemal taki sam sposób wykorzystany w „X-Men Days of The Future Past”, więc w tym wypadku wiele nie straciliśmy. Nie przedłużając więc, wróćmy do filmu, na który wszyscy (z pewnością tak właśnie było) czekali.
Film zaczyna się po odcinku „Agentów T.A.R.C.Z.Y.” z zeszłego tygodnia. Nie będzie raczej spoilerem to, że Avengersi znaleźli bazę Barona von Struckera ze sceny po napisach „Zimowego Żołnierza”. Nie będę streszczał fabuły, bo wszyscy zapoznają się z nią w kinie, a nikt nie lubi ludzi-spoilerów. Każdy jednak, kto oglądał wszystkie filmy Marvela, które do tej pory pojawiły się na ekranie, słyszał już o Kamieniach Nieskończoności. Ten wątek powraca wraz z wszystkim, co do tej pory pojawiło się w 2. fazie MCU:
– radzeniem sobie z wydarzeniami z Nowego Jorku (Człowiek z Żelaza),
– przeszłością (Cap + Czarna Wdowa), 
– byciem zielonym (Hulk), 
– przebudową werandy (Sokole Oko)
– zapowiedzią kolejnego filmu (Thor)
 
Po obejrzeniu filmu poczułem się lekko oszukany względem tego, co przeczytałem w opisie fabuły przed jego obejrzeniem. Z wiadomych względów to nie Hank Pym stworzył Ultrona – tym nikt nie powinien czuć się zaskoczony. Opis jednak sugeruje jego genezę, a mija się to z tym, co możemy zobaczyć na ekranie. Fabuła może nie jest tak grubymi nićmi szyta jak w „Avengers”, gdzie wszystko ledwo się kupy trzymało, ale wciąż są w niej dziury. Jednak dwie postaci wybijają się na tle pozostałych – Ultron i Vision.
James Spader i Paul Bettany zagrali świetnie. W komiksie Ultron był dupkiem (wytępił ludzkość, trudno nie być dupkiem, jak wybija się 7 miliardów ludzi), w filmie zaś jest zagubionym, sympatycznym robotem, który chce pokoju na świecie (i wcale nie chce aprobaty taty). Sposób, w jaki chce to osiągnąć, pokojowy jednak nie jest, no ale kto by się tam wdawał w szczegóły. Vision zaś… obejrzyjcie, naprawdę fajna kreacja.
Godna pochwalenia jest również kreacja Jeremy’ego Rennera (Hawkeye). Jako jedyna postać nie dostał do tej pory większej roli w filmach MCU (cameo w Thorze i granie zombie w Avengers). Tutaj bohater dostał większy kawałek tortu (bardzo ładnie Whedon podzielił czas pomiędzy poszczególne postaci), i pokazał swoją ludzką stronę pośród otaczających go „pół-bogów”. O „Bliźniakach” nie ma co wspominać niestety. Elizabeth Olsen (Scarlet Witch) wiele do zagrania nie miała, ale liczę, że to zmieni się z kolejnym filmem, a Aaron Taylor-Johnson (Quicksilver) rzucił może z pięć kwestii, z czego trzy takie same… Niestety Quicksilver z „X-Men Days of Future Past” prześciga tego z „Age of Ultron” i kopie mu jeszcze zadek wyprzedzając na okrążeniu. Aaron przegrał w przedbiegach.
Mam jedno „ale”, takie konkretne, do całego filmu – na cholerę było zezwierzęcać Hulka. Przez cały film Hulk nie odezwał się ani słowem, jedyne co wydobywało się z jego ust to powarkiwania jak u psa – kompletnie oderwane od tego, co widzieliśmy do tej pory, zważywszy na to, że pokazywany jest jako świadoma istota, która stara się kontrolować. Dobra, okazuje się, że jest jeszcze jedno „ale” – śmierć. Dramatyczna, kompletnie niepotrzebna śmierć. Joss Whedon w wywiadach przy okazji promocji filmu, wspomina o tym, że ciężko mu się pracowało, ale przepchnął swój pomysł ze zgonem jednego z bohaterów (producenci tego nie chcieli), ponieważ w filmie mamy wojnę, a na wojnie ludzie giną. Moim skromnym zdaniem było to kompletnie niepotrzebne. Kiedy idę na kino superbohaterskie – oczekuję rozrywki na najwyższym poziomie i tego, że mimo wszystko skończy się happy-endem. Nie chcę wracać do domu w przekonaniu, że czyjaś śmierć jest wciśnięta do filmu tylko po to, żeby wycisnąć łzy z co bardziej ckliwych widzów. Mimo wszystko ostatnimi czasy mam wrażenie, że taka tendencja stała się popularna (och, Phil – umarłeś, a żyjesz).
mZQl2gX
Pominąwszy te małe potknięcia, „Avengers Czas Ultrona” to świetne kino rozrywkowe. Marvel cały czas trzyma ten sam dobry poziom i chociaż nie wszystkim każdy film MCU będzie się podobał, każdy znajdzie coś dla siebie. Co ważne „Czas Ultrona” kładzie podwaliny chyba pod wszystkie filmy nadchodzącej 3. fazy uniwersum. Warto zobaczyć, ale nie oczekujcie szału jak przy pierwszej części.
PS. Na „Gwiezdne Wojny Przebudzenie Mocy” też wszyscy z pewnością czekają!

PS2. Czekamy na „Civil War”!
marvel-civil-war

 

Na koniec coś kompletnie głupiego:
Hulk jest dziki,
Hulk jest zły.
Hulk ma bardzo piękne kły.
Kto spotyka w lesie Hulka,
ten na drzewie szybko znika.